Zjadając kiełki brokuł, może­my wspomóc leczenie choroby wrzodowej żołądka. Zawarty w brokułach sulforafan nisz­czy szczepy bakterii Helicobacter pyroli, wywołującej tę chorobę. W babcinej aptece oczywiście nie może zabrak­nąć czosnku, jednej z najstar­szych roślin uprawnych. Nazy­wany antybiotykiem starożyt­ności, znany był Hipokratesowi, który zale­cał czosnek na pobudzenie czynności układu trawiennego i w chorobach płuc.

Uprawiali go też starożytni Chińczycy (dziś są największymi na świe­cie producentami czosnku). Czosnek dodawał animuszu również rzymskim legionom. Zawiera witaminy i sporo krzemu. Jest wyjątkowo przy­datny w leczeniu zakażeń gór­nych dróg oddechowych, nadciśnienia, schorzeń układu po­karmowego. Jeśli będziemy jeść sporo czosnku, niegroźna nam miażdżyca (pod warun­kiem że nie palimy papierosów).

Te wspaniałe białe ząbki mają tylko jedna wadę – ich miłośnika poznajemy po charakterystycznym zapachu. Jest na to jednak sposób – wystar­czy żuć goździki, imbir, ziarna kawy lub pietruszkę i pozby­wamy się przykrego oddechu. Młoda jak jagoda – powiada ludowe przysłowie. I coś w tym jest. Bo jagody odmła­dzają komórki mózgowe! Za­warte w nich antyoksydanty, szczególnie flawonoidy, spowalniają proces starzenia ko­mórek mózgowych i siatkówki oka.

Ekstrakt sporządzony z jagód poprawia mikrokrążenie w uchu. Wprawdzie na efekty kuracji musimy poczekać pół roku, ale cierpliwość się opła­ci. No i poczciwa kapusta. Okład z kapusty to niezawod­ny sposób na zlikwidowanie opuchlizny stawów. Trzeba tyl­ko schłodzić liście, rozbić je i przyłożyć do bolącego miej­sca. Owinąć folią i bandażem. Zabieg należy powtórzyć po zwiędnięciu liści. Po opuchliźnie nie będzie śladu! Do dziś położne zalecają karmiącym mamom przykładanie liści ka­pusty do obolałych piersi.